Daniel Schultz
zdobył swoją zasłużoną sławę jako portrecista i to te obrazy stanowią największą
część jego twórczości. Spowodowane jest to faktem, że Schultz pracował
jako serwitor trzech królów Polski Jana Kazimierza,
Michała Korybuta i Jana Sobieskiego.
Oprócz królów Schultz malował też największych dostojników Rzeczpospolitej,
bogatych patrycjuszy gdańskich i dworzan królewskich. Często wizerunki
pędzla Schultza trafiały na akwaforty, skąd wiemy że namalował więcej obrazów,
niż teraz posiadamy. Sam Schultz też wykonał kilka akwafort, w sposób równie
mistrzowski jak tworzył na płótnie.
Ludzie u Schultza
są zawsze namalowani z dbałością o najdrobniejsze szczegóły, choć nie zawsze
pochlebnie. Postać wyłania się z mroku, zazwyczaj przedstawiona jest na
stojąco, w dużo mówiącej pozie. Spogląda na nas zawsze przenikliwym wzrokiem.
Niezależnie od pozycji społecznej portretowanego Schultz nasyca swe obrazy
pewna psychiczną głębią, z której można wyczytać bardzo wiele na temat
portretowanej postaci.
I tak u Andrzeja
Trzebickiego widzimy zarozumiałego i pełnego dumy Biskupa Krakowa.
U Wincentego Gosiewskiego młodego mężczyznę o skośnych
oczach, w których wydaje się widzieć czekającą go tragiczną przyszłość.
Nawet wizerunki Jana Kazimierza, oddzielone od siebie
niezbyt długim okresem czasu wydają się być diametralnie różnymi na pierwszym
(ok. 1653) widzimy młodego i dumnego monarchę tuż
po koronacji, na drugim(1659) zaś dostojnego starca,
starszego o wiele lat najstraszliwszych dziejów królestwa, człowieka, który
wkrótce abdykuje...
Zupełnie innym i bardziej egzotycznym,
a zarazem nietypowym wydaje się portret Dedesza Agi z rodziną. Jest on
zbliżony do współczesnego portretu francuskiego, a przez to mniej niderlandyzujący.
Po przeprowadzce powrotnej do Gdańska
mistrz Schultz stworzył m.in. portrety Konstancji Schuman
i Jana Heweliusza. Dzieła Schultza są najdoskonalszym
osiągnięciem polskiej sztuki barokowej.
Autorstwo wielu
wymienionych portretów budzi kontrowersje. Nie ma pewności co do portretów
Jeremiego Wiśniowieckiego i Wincentego Gosiewskiego. Wiele źródeł przypisuje portret Konstancji
Schuman Andrzejowi Stechowi, a Andrzeja Trzebickiego
Danielowi Frecherowi.